Caritas Christi

międzynarodowy Instytut Świecki życia konsekrowanego

strona grupy polskiej

Świadectwo

   Już w szkole podstawowej zrozumiałam, że Pan Bóg pragnie, by moje życie należało wyłącznie do Niego. Doświadczyłam Bożej miłości i zrozumiałam, że „Wszystko prosi o wszystko”. Przez długi czas nie wyobrażałam sobie innej możliwości realizacji tego powołania, jak tylko w życiu zakonnym (im surowsza reguła, tym lepiej). Tymczasem mijały lata, a moje plany wciąż nie nabierały ostatecznego kształtu: przyglądałam się kilku zgromadzeniom, ale ciągle brakowało mi przekonania, że to jest „tu i teraz”. W końcu doszłam do wniosku, że widocznie Pan Bóg chce, bym pozostała „w świecie”. Nie szukałam wspólnoty, ale miałam świadomość, że może Opatrzność nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

   Gdy w mojej parafii gościła figura Matki Bożej Fatimskiej, prosiłam Ją gorąco, by prowadziła mnie drogą wyznaczoną przez Jej Syna. Trzy dni później (!) po Mszy św. podeszła do mnie nieznana pani (nasza ówczesna odpowiedzialna krajowa). Gdy opowiedziała mi o instytucie, wcale nie czułam, by to miało być moje miejsce; postanowiłam jednak poważnie rozważyć tę możliwość. Mówiłam sobie: „To nie dla mnie!”, a równocześnie obchodziłam wszystkie księgarnie katolickie w poszukiwaniu książki o instytutach, o której usłyszałam w tamtej rozmowie. Lektura książki „W sercu świata” bardzo pomogła mi w zrozumieniu tego powołania. Po pewnym czasie poprosiłam Krysię o dłuższą rozmowę, podczas której zostałam zaproszona na spotkanie grupy instytutu. Iść czy nie iść? Poszłam. Było to zwyczajne spotkanie, nie wydarzyło się nic budzącego zachwyt, a jednak gdy wieczorem wracałam do domu, ogarnęła mnie wielka radość i pokój: „To jest to, to jest miejsce, które Bóg mi przygotował!” Od tamtej chwili minęły już dwadzieścia trzy lata. Ileż łask otrzymałam od Pana poprzez Instytut! Znalazłam duchowość, która bardzo mi odpowiada, wspólnotę życzliwych i szlachetnych osób, dążących do tego samego ideału, wśród których czuję się dobrze. Otrzymałam możliwość konkretnej odpowiedzi na miłość Chrystusa poprzez całkowite oddanie Mu siebie (chyba nigdy w życiu nie czułam się tak szczęśliwa jak w dniu ślubów). Znalazłam „doping” w pracy nad sobą i w życiu modlitewnym: jakże mogłabym zwalniać się z czegoś pod byle pretekstem, gdy wiem, że członkinie starsze i schorowane wiernie spełniają swoje obowiązki? Już nie jestem „wolnym strzelcem” kierowanym przez własne pomysły. Weszłam w nurt życia konsekrowanego w Kościele, co stanowi ogromny zaszczyt, ale też wiąże się z wielką odpowiedzialnością. A co do odpowiedzialności… cztery lata temu podczas Zgromadzenia Generalnego naszego Instytutu zostałam wybrana do Rady Generalnej. Było to… w Fatimie, jakby na potwierdzenie, że Fatimska Matka dalej czuwa nad moim powołaniem. Powierzyłam całą tę posługę i życie instytutowe w Jej matczyne dłonie.

   Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył? Wtedy powiedziałem: „Oto idę, aby pełnić Twoją wolę”

                                                                                           DP